Komercyjne przetwarzanie masła shea a „mój patent”.

Większość maseł shea dostępnych w typowych sklepach jest „zalewane”. To znaczy, że masło zostało roztopiono i wlane do pojemnika, po czym zastygło do swojej właściwej formy. Chociaż (zakładając, że ktoś nie przesadził z temperaturą) może nie stracićwiele, to jednak… takie masło jest najbardziej popularne oraz dostępne w większości sklepów i tak konfekcjonowane przez wiele „prestiżowych” marek kosmetycznych.
Wady:
– wysoka temperatura może spowodować utratę wartości odżywczych / witamin,
– wysoka temperatura powoduje utlenianie się kwasów nienasyconych, czyli najważniejszych składników masła shea,
– roztopione masło staje się transparentne – światło penetrujące taki olej powoduje szybsze utlenianie się witamin.

Część maseł jest jednak pakowane dość „organicznie”. To znaczy, ta twarda (w naszym klimacie) struktura jest troszkę rozdrabniania i pakowana do słoiczków, nieco (wybaczcie kolokwializm) „na chama”. Nie jest to rozwiązanie złe, ale nie jest też pozbawione wad. Zaletą jest to, że masła nikt nie przetapiał. Wadą natomiast, że otrzymujemy w słoiczku zlepek większych i mniejszych grudek, które nie dość, że są po prostu nieprzyjemne w użytkowaniu to również wyglądają trochę… „sztubacko” (co nieco nie przystoi kosmetykom). Niewielka część maseł shea na rynku, głównie sprzedawana przez niektóre drobne manufaktury kosmetyczne, pasjonatów naturalnych kosmetyków (można takie kupić na allegro), ma taką formę.

Mimo wszystko, gdybym miał wybrać jedno z dwojga, zdecydowanie preferowałbym rozwiązanie drugie. Ale…

Mój patent, o którym z oczywistych powodów nie będę pisać w szczegółach, polega na konfekcjonowaniu masła już o miłej, miękkiej strukturze, która nie wymaga roztapiania. Masło jest na tyle „wygodne”, że nie ma potrzeby ponownego roztapiania, aby je ładnie zapakować do słoiczka. Zachowuje swoją aksamitną konsystencję i nie twardnieje aż tak bardzo jak masło wielokrotnie przetapiane. Jest to proces bardzo czasochłonny i niestety, aktualnie, wydajność takiego delikatnego obchodzenia się z tym „złotem afryki” wynosi około 50 słoiczków dziennie, a wydaje mi się, że żadna inna firma nie będzie inwestować w tak mało wydajną produkcję. Mimo wszystko, na tą małą skalę dla koneserów, warto! A utrzymują mnie w tym przekonaniu pochlebne wiadomości od wieeeeelu zadowolonych klientek i klientów.

Czy rzeczywiście? Przekonaj się sama 🙂

Ciekawe? Koniecznie podziel się z innymi - warto promować zdrowy tryb życia!